Rozmowa z Michałem Borowikiem, założycielem Polish Art NOW

Dobre oko i wyczucie prowadziły Michała Borowika przez 16 lat kolekcjonowania. Zaczęło się od pierwszych prac kupowanych na aukcjach internetowych, a skończyło na stworzeniu prywatnej kolekcji sztuki współczesnej „Borowik Collection”, wymienianej wśród najbardziej interesujących na świecie przez „Modern Painters Magazine”, portal artinfo.com czy Michał od lat łączy świat sztuki i biznesu. Pozyskuje fundusze, koordynuje multidyscyplinarne projekty. Odpowiadał m.in. za projekt wielkiego otwarcia w Muzeum POLIN. Jest członkiem Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. W 2020 roku zainicjował akcję pomocy artystom Polish ART NOW – sztuka solidarności! Od lat jesteś nazywany „najmłodszym kolekcjonerem sztuki”. Sam mówisz, że nie przepadasz za definiowaniem.

Ludzie szybko zaczęli mnie tak nazywać, podczas gdy ja początkowo miałem problem z myśleniem o sobie jako o kolekcjonerze. Sam określiłbym się raczej mianem nadwrażliwca, kogoś, kto czuje i widzi więcej. W mojej rodzinie nie było tradycji kolekcjonowania sztuki. Wtedy (tak jak i dziś) polegałem na wewnętrznym przeczuciu. Do kolekcji podchodziłem idealistycznie. Nie kalkulowałem, tworzyłem ją z pasji.

Czym jest dla ciebie twoja kolekcja?

To próba zapamiętania przeszłości, chronienia jej. Od małego wątek przemijania był dla mnie ważny na równi z życiem. Wiedziałem, że dzień mija, że jutro będę starszy. Kolekcja to wynik zastanawiania się nad tym, co po nas zostanie. Czy tylko destrukcja? A może jesteśmy w stanie stworzyć wartość, która wzbogaci nie tylko nas samych, ale i innych.

Kiedy obowiązujące trendy mają się ku końcowi, dalsze kolekcjonowanie staje się jeszcze większym wyzwaniem. Okazuje się, że to, co wczoraj było solidnym punktem zaczepienia, dziś jest już echem przeszłości. Zmusza mnie to do poszukiwania głębszego sensu, ukrytej prawdy, rozkładania tego, co mnie otacza, na czynniki pierwsze.

Moja kolekcja sztuki jest prywatna, ale upubliczniona. Satysfakcja z jej posiadania mi nie wystarcza, mam potrzebę dzielenia się, upowszechniania i edukacji. Chcę pokazywać ludziom, że polska sztuka współczesna ma ogromną wartość, definiuje i wyróżnia nas jako społeczeństwo.
Sam od najmłodszych lat miałeś chęć tworzyć, choć ostatecznie wybrałeś studia na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Od małego rysowałem, lepiłem w glinie, tworzyłem obiekty, które do dziś mają swoje miejsce w moim domu rodzinnym. W tych pracach czuć beztroskę i dużą wrażliwość. To cechy, które towarzyszą dziecięcej twórczości – wykonywanej nie pod publikę, nie dlatego, że ktoś tego wymaga. To przedmioty wyzute z potrzeby robienia czegoś dla zarobku, powstają tylko z chęci wyrażenia siebie.

Mój rocznik zapoczątkował erę gimnazjum, stale byłem rocznikiem pomiędzy starym a nowym ładem i to „pomiędzy” cały czas mi towarzyszy, nawet przy budowaniu kolekcji. Z czasem pojawiła się we mnie chęć wejścia w artystyczne środowisko akademickie, posiadałem w sobie pierwiastek artysty, finalnie skończyłem zarządzanie i pracowałem w twardym biznesie. Chwilę zajęło mi zrozumienie, że mogę podejść do tematu sztuki od innej strony, znowu być „pomiędzy”.Jak zaczęło się twoje kolekcjonowanie?

Podczas egzaminów na akademię nie przeszedłem ostatniego etapu – rozmowy. Tylko albo aż. Ta rozmowa obnażyła mnie w pewien sposób, blokowało mnie to, że jestem z mniejszego miasta. Byłem wówczas dość zamknięty w sobie, szczególnie w sytuacjach konfrontacji. Nieudane egzaminy poskutkowały powrotem do Zamościa. To nie był łatwy okres.

Niedługo potem nastąpił punkt zwrotny. Na jednym z osiedlowych śmietników znalazłem obraz, który w krótkim czasie zrekompensował mi poniesione wcześniej straty. Był to obraz Edwarda Dwurnika z 1974 roku z cyklu „Podróże autostopem” zatytułowany Pod ratuszem w Zamościu. Wtedy to znalezisko nie było dla mnie niczym ważnym. Tak się trafiło albo tak miało się trafić. Potrzebowałem czasu, żeby dostrzec drzemiący w tej pracy potencjał. Ostatecznie na bazie niechcianego przedmiotu zbudowałem kolekcję o zasięgu międzynarodowym.

Przeprowadziłeś się do Warszawy, rozpocząłeś studia. Nie pożegnałeś się jednak ze światem sztuki.

Na studiach podejmowałem jeszcze próby wyrażania siebie, trawienia rzeczywistości przez tworzenie. Poczułem, że moja przygoda się dopiero zaczyna. Lubię ludzi, miałem do nich szczęście, wspierali mnie w drodze do odkrywania siebie i otwierania się na świat.

Studiowałem i pracowałem, początkowo kelnerowałem. Po jakimś czasie trafiłem do dużej korporacji i zarobione wtedy pieniądze zainwestowałem w sztukę.

Pierwsze obrazy kupowałem na Allegro, kategoria „sztuka” sprowadzała się wtedy do kilkunastu wystawionych przedmiotów. Jestem emocjonalną osobą, a przez moją przypadkową ścieżkę zawodową jestem uposażony racjonalnie. Od paru lat próbuję łączyć dwa światy i przełożyć język sztuki tak, by był bardziej zrozumiały dla środowisk biznesowych.

Finalnie stałem się przewodnikiem dla wpływowych osób, które chcą bliżej poznać sztukę współczesną. Korzystają z mojego doradztwa, wyczucia. To trochę tak, jakbyś założyła okulary, które pozwalają zobaczyć więcej. Ja jestem takimi okularami.
Jak tworzysz własną kolekcję?

Praktycznie od początku każdy mój zakup jest precyzyjny. Rzadko kiedy mam moment zmęczenia i chcę pozbyć się czegoś z kolekcji. Raz do roku przeglądam cały inwentarz i wtedy podejmuję decyzję o tym, czy coś upłynnić. Nigdy nie inwestowałem ślepo w nazwisko.

Kupuję to, co mi się podoba i co mnie inspiruje. Dla mnie to nadal szalenie przyjemna przygoda – poznawanie artystów, kuratorów, kolekcjonerów i podróże z tym związane. To bardzo wzbogacające, więc pojawia się naturalna potrzeba, by swoimi naddatkami podzielić się z innymi. Wierzę, że energia podarowana drugiej osobie wraca ze zdwojoną siłą, szczególnie jeśli tego nie oczekujesz. Tak też powstał pomysł na Polish ART NOW.
Czyli na ogólnopolski i niezależny ruch wsparcia twórców działających w sektorze sztuk wizualnych. Akcja rozpoczęła się 30 marca 2020 roku i przybrała spore rozmiary.

Kultura powstaje w szczególnych okolicznościach, natomiast idea Polish ART NOW zrodziła się w warunkach ekstremalnych. Pandemia sprawiła, że artyści stracili możliwość zarabiania. Lockdown zamknął wszystkie instytucje kultury oraz galerie sztuki. Za pośrednictwem Instagrama zainicjowałem akcję, która miała zachęcić ludzi do bezpośredniej pomocy potrzebującym artystom.

Od początku niemal do tej pory sam zajmowałem się obsługiwaniem profilów i mejli, selekcją dzieł, tworzeniem contentu, kontaktem z artystami i kupującymi. W ten sposób udało mi się sprzedać blisko 2 000 dzieł sztuki, a kwota z ich sprzedaży – ponad 450 000 zł – w całości trafiła do najbardziej potrzebujących twórców. Zainteresowanie akcją przerosło moje oczekiwania. Położenie dużego nacisku na transparentność, czyli pokazanie, co ile kosztuje i kto ile zarabia, skróciło dystans pomiędzy obserwującymi a artystami. Najczęściej to nieznajomość ceny tworzy barierę przed zakupem dzieła sztuki. Wyzwaniem okazuje się wejście do galerii i zapytanie o cenę.

Jak dobierałeś artystów do akcji?

Pierwsze pokazane prace należały do Moniki Misztal. To ona jako pierwsza wysłała zgłoszenie. Liczba mejli, które otrzymywałem, była ogromna. Zdarzało się, że publikowałem coś, co mnie samemu estetycznie nie odpowiadało, ale sytuacja artysty była trudna i nie pozwalała mi na zignorowanie jego prośby. Zależy mi, by selekcja do Polish ART NOW była jakościowa, ale chcę też dać szansę zaistnienia artystom spoza standardowego obiegu. Jestem głosem społeczności, która zaangażowała się w Polish ART NOW, która uwierzyła, że ta akcja ma moc jednoczenia środowiska, zdywersyfikowania sytuacji i pokazania, że są też inni artyści.

Jak widzisz przyszłość Polish ART NOW?

Nie interesują nas puste i estetyczne wydmuszki, które pełnią rolę dekoracji lub są tylko modne. Chcemy wprowadzić realne zmiany na rynku sztuki, zjednoczyć środowisko artystyczne, wspierać artystów w ich rozwoju i edukować następne pokolenie kolekcjonerów.

Stawiamy na wysoką jakość, transparentność cenową, współpracę, edukację i dostępność. Sama nazwa mobilizuje nas, żeby wyjść w świat i głośno powiedzieć, że jesteśmy tu i teraz. Nie pozostajemy obojętni na tematy trudne i wykluczające np. ze względu na przekonania polityczne czy religijne. Tutaj wszyscy jesteśmy u siebie. Codziennie wychodzimy z naszych stref komfortu, wystawiamy się na ciągłe próby. Mam nadzieję, że Polish ART NOW jest nadzieją i zapowiedzią kolejnych przemian.

Data publikacji: 30.09.2021

Autorka: Aleksandra Koperda

Zdjęcia: Tomo Yarmush

Galeria Zdjęć